Zaaranżowane małżeństwo w Tadżykistanie - za pośrednictwem wiadomości MMS

Jadąc przez miasto Panj, Tadżykistan, pisarz Rough Guides, Kiki Deere poznaje byłego radzieckiego żołnierza-nauczyciela, który odkrył nowy sposób aranżowania małżeństwa na odległość.

Nasz ciężkozbrojony kierowca skręcił, aby uniknąć serii dużych skał, które rozpadły się z gór. W dolinie poniżej przetoczyła się błotnista, szkarłatna rzeka: Panj, który wyznacza granicę między Afganistanem a Tadżykistanem.

Wędrowaliśmy po majestatycznej Pamir Highway nad szkarłatnymi, sennymi wodami rzeki, spoglądając na Afganistan z zakurzonych okien naszego 4x4. Są to Góry Pamirskie, zwane potocznie "Dachem Świata", kraina zapierającej dech w piersiach scenerii, gdzie lokalni mieszkańcy należą do najbiedniejszych republik radzieckich.

Wszystkie zdjęcia Kiki Deere

Na dole leżał skalisty teren, a na północy zielone pastwiska i pola uprawne. Kiedy nasz samochód podskakiwał na wyboistej drodze, ujrzałem przed sobą chudą postać. Jego beżowe spodnie były pokryte plamami brudu, a kilka kościstych stóp wystawało z dwóch skórzanych sandałów. Sygnalizowaliśmy kierowcy, aby zatrzymał się i zaproponował mu podwiezienie. Wgramolił się, trzymając plastikową teczkę na piersi. Spierzchnięte palce były ciasno owinięte wokół przestarzałego telefonu komórkowego, który ostrożnie spoczywał na kolanach. Jego chropowata, pokryta zaroślami stuletnia skóra była napięta i wypolerowana od słońca. Jego usta rozbłysły złotym uśmiechem na widok obcych twarzy. "Jestem dyrektorem szkoły", powiedział z dumą, gdy poczuł się komfortowo na lepkich siedzeniach naszego 4x4. Wracał do domu na lunch i był zadowolony, że uniknął chodzenia po ostatniej nodze do domu. Jak wyjaśnił, odcinek o długości 6 km przeważnie zabiera mu ponad godzinę pieszo.

Po kilku wymianach w połamanym rosyjskim, nasz nowy pasażer Dolmon zasygnalizował naszemu kierowcy, żeby przestał. Jako podziękowanie za wyciąg, namówił nas, byśmy spotkali się z rodziną na herbatę. Poprowadził go do kwadratowego betonowego domu, który niepewnie przycupnął na zboczu wzgórza, otoczony przyjemnym, zielonym ogrodem, w którym uchylono małą metalową bramę.

Trzy kobiety ciężko pracowały z zajęciami za domem. Nastoletnia dziewczyna uklękła, uważnie szorując duży dywan z wełny owczej, od czasu do czasu podnosząc rękę, by zetrzeć pot z jej różowych wklęsłych policzków. Najstarsza delikatnie wylała wodę z plastikowego kubła, który wkrótce wzniósł się w chmurę mydlanej piany, a matka, ciężka, hippisowska kobieta, górowała nad nimi, uważnie przyglądając się ich pracy. Jej wybitne rysy twarzy uwidaczniały zakrzywiony nos, wysokie kości policzkowe i ciemne migdałowe oczy, gdy przywitała nas ciepłym uśmiechem i wyciągnęła obie dłonie. Jej córki poszły za tym przykładem, a my wkrótce wprowadzono nas do schludnego pokoju z dywanami ostrożnie położonymi na podłodze, podczas gdy inni wisieli przypięci do ścian. Później dowiedzieliśmy się, że ten pokój był używany wyłącznie do rozrywki gości.

Rozejrzałem się po grubym brązowo-żółtym dywanie z kiczowatymi motywami roślinnymi, które pokrywały drewniane deski podłogowe i podziwiałem jaskrawe wzory jasnych bananów i liściastych roślin z czerwonymi owocami, które dekorowały poduszki na podłodze. Na środku pokoju rozłożono maty i na środku pokoju położono plastikową pokrywę, aby utworzyć stół. Nagle pojawiły się małe miseczki, a szorstka dłoń umieściła w środku parujący kwiecisty czajniczek: kochani Tadżykowie Chai (herbata).

Dolmon podał mi podarty album ze zdjęciami. "Ja w wojsku", z dumą wyjaśnił, gdy kładłem go na moich kolanach. Trzydziestoletni młodszy Dolmon, ubrany w elegancki uniform, spojrzał na mnie. Jego twarz była poważna, niemal pozbawiona wyrazu. Mniejsze czarno-białe zdjęcia uderzającej ciemnowłosej pani zasiały rozdarte kartki. Spojrzałem na jego okrągłą żonę, zadając sobie pytanie, czy to była jej młodsza wersja.

Kiedy się przewracałem, wysunęła się duża ulotka. Było to zaświadczenie wydane przez partię komunistyczną, jak potwierdziło czerwone rosyjskie pismo na froncie. Zaintrygowany, otworzyłem go. Duży portret Lenina zakrył lewą stronę, jego oczy przeszyły stronę, a po drugiej znaczek potwierdził, że Dolmon otrzymał drugie miejsce w swoim występie w armii radzieckiej. Spojrzałem na niego pytająco, a on uśmiechnął się z zadowoleniem: "Za odwagę i dyscyplinę", z dumą oznajmił.

Dolmon podniósł dzbanek i nalał sześć filiżanek słabej czarnej herbaty. Na środku stołu leżała duża świeżo upieczona rundka chleba. Jego żona chwiejnie weszła do pokoju ubrana w luźną sukienkę, pod którą wystawał duży brzuch. Młody chłopiec - ich syn - siedział ze skrzyżowanymi nogami na podłodze, ale kiedy kazał nam usiąść na macie z nami, odmówił, zbyt nieśmiały, by usiąść z dwoma obcymi kobietami.

Matka, która nie znała ani słowa po rosyjsku, wręczyła mi duże zdjęcie. Jej mąż przetłumaczył jej gardłowy Kirgiski: "Mój synu, mój synu", chwalił się, gdy namiętnie gestykulowała w jej sercu. "Mieszka w Rosji, tam pracuje, siedem lat tam był", dumnie nam powiedziała, z błyskiem w oczach. "Wrócił trzy lata temu, żeby nas odwiedzić i wrócił za kilka miesięcy!" Wykrzyknęła, rozpromieniona radością. Tęcza złotych zębów lśniła w popołudniowym słońcu. "Czy on to lubi?" Zapytałam. "Tak, tak, oczywiście, ale tęsknimy za nim".

Moskwa przyciąga dziesiątki młodych muzułmanów z byłych republik radzieckich, którzy opuszczają swoją ojczyznę w poszukiwaniu lepszego życia i możliwości pracy w tętniącej życiem rosyjskiej stolicy.Większość pracuje w budownictwie i nie jest niczym niezwykłym, że ci młodzi mężczyźni pracują na długich zmianach, czasem 18-godzinnych. Wiele z nich jest często ofiarami rasistowskiego znęcania się. Kiedy siedziałem w skromnym domu tych serdecznych ludzi, nie mogłem nie zastanawiać się, czy ich syn naprawdę był szczęśliwy w Moskwie.

"Ożenił się z tadżycką panią z lokalnej wioski", powiedziała. "Są zaręczeni, spotkają się wkrótce, po raz pierwszy!". "Och, gratulacje, ale ...", mruknąłem pytająco.

"Spotkaliśmy się z jej rodziną i bardzo ich lubimy, mieszkają blisko, w pobliżu ulicy, pokazaliśmy ich córce zdjęcie naszego ukochanego syna, a ona lubi jego ładny wygląd. ... spójrz na niego!" Wykrzyknęła machając zdjęciom syna w powietrzu "Wszyscy się zgodzili! Wysłaliśmy naszemu synowi jej zdjęcie przez MMS, który uważa, że ​​jest piękna, wkrótce się spotkają i wyjdą za mąż!", zawołała, trzymając dłonie w jej sercu. Jej mąż spojrzał na mnie, jego wąskie wargi dumnie wygięły się w uśmiechu, gdy kiwnął głową z aprobatą. Nie mogłem przestać chichotać na myśl o tym, że ich syn daje kciuki w Moskwie.

Kiedy usiadłem ze skrzyżowanymi nogami na podłodze i rozejrzałem się po skromnym otoczeniu, przygotowując się do opuszczenia domu naszych wspaniałych gospodarzy, dziwnie się dziwiłem, jak przestarzały czarny telefon Nokia leżący u stóp matki tak łatwo zabezpieczał ślub.

Zostaw Komentarz