Tropi nied┼║wiedzie w Transylvania, Rumunia

Dom dla ponad 8000 nied┼║wiedzi brunatnych, Karpaty w Transylwanii, Rumunia to jedna z ostatnich granic Europy. Greg Dickinson do┼é─ůczy┼é do wiod─ůcego rumu┼äskiego przewodnika po dzikich zwierz─Ötach w poszukiwaniu nied┼║wiedzia.

By┼é teraz tylko o kilka cali ode mnie. Ostre, dzikie k┼éy. Grube kosmyki w┼éosów pokrywaj─ů ka┼╝dy cal jego ci─Ö┼╝kiej ramy. I nie zapominaj o stanowczym, asertywnym u┼Ťcisku d┼éoni. By┼éy to moje pierwsze obserwacje Dana Marina, cz┼éowieka, który zaprowadzi mnie g┼é─Öboko w rumu┼äskie pustkowie w poszukiwaniu nied┼║wiedzia.

Spotka┼éem Dana w jego rodzinnej miejscowo┼Ťci Z─ârne┼čti, dawnej wiosce rolniczej granicz─ůcej z historycznym regionem Transylwanii. Tutaj kostki radzieckiearchitektura przyt┼éacza, podczas gdy para barów saloonowych tworzy rakiet─Ö na bezludnej g┼éównej drodze. Wszystko na temat Z─ârne┼čtiego zmusi┼éoby mnie do wej┼Ťcia na kolejn─ů puszk─Ö, która mog┼éaby wróci─ç do Bra┼čova, gdyby nie muskularne Po┼éudniowe Karpaty, które chroni┼éyby horyzont zaledwie dziesi─Ö─ç mil dalej.

By┼éem zaintrygowany i nieufny wobec tych nied┼║wiedziowatych gór, a mój strach by┼é tylko zaostrzony przez mizern─ů puszk─Ö z gazokrzemem, najwyra┼║niej nasz─ů jedyn─ů form─Ö ochrony, zapakowan─ů w boczn─ů kiesze┼ä plecaka Dana.

"Tutaj, zjedz to." Szli┼Ťmy kilka minut, gdy Dan zatrzyma┼é si─Ö, by oderwa─ç gar┼Ť─ç zwi─Öd┼éych li┼Ťci od ziemi. Zawaha┼éem si─Ö, zanim wepchn─Ö je do ust; wybuchy kwa┼Ťnych jagód Wonka wywo┼éa┼éy moje zmys┼éy. "To jest szczaw. Zap┼éacisz za to 5 funtów w Anglii, ale tutaj ro┼Ťnie wsz─Ödzie. - Wepchn─ů┼é kilka do siebie, niestrudzony i ruszy┼é ┼Ťcie┼╝k─ů. Odk─ůd porzuci┼é prac─Ö w lokalnej fabryce amunicji w 1992 roku, Dan uzyska┼é encyklopedyczne zrozumienie tych gór, cho─ç by─ç mo┼╝e jeszcze bardziej imponuj─ůce jest to, ┼╝e nauczy┼é si─Ö p┼éynnie angielskiego i uzyska┼é uznany akcent hrabstwa Home.

Wczesne etapy naszej trasy pod─ů┼╝a┼éy szlakami ostatnich koczowniczych pasterzy Europy. Ka┼╝dego lata rój byd┼éa plasuje te ┼Ťcie┼╝ki p┼éasko, ale dzisiaj ruch sk┼éada┼é si─Ö z ┼╝ó┼étych kumaków, którzy wpadali w panik─Ö od ka┼éu┼╝y do ka┼éu┼╝y.Dan by┼é zachwycony, ┼╝e zgarn─ů┼é jedn─ů z nich, pokazuj─ůc mi jej wyszukan─ů kolorystyk─Ö, która by┼éaby znacznie lepsza na bagnach w Madagaskarze. Wkrótce odkryli┼Ťmy, dlaczego tak si─Ö spieszyli.

"Jak dawno temu tu by┼é?" Szepn─ů┼éem, pochylaj─ůc si─Ö nad seri─ů odcisków ┼éap nied┼║wiedzi. Ostatnio powiedzia┼é mi, mo┼╝e kilka godzin i prawie natychmiast zmieni┼éo si─Ö moje postrzeganie lasu. Luki mi─Ödzy pniami drzew sta┼éy si─Ö nied┼║wiedziami na tylnych ┼éapach. Ptaki ju┼╝ nie lata┼éy, ucieka┼éy. Ga┼é─ůzki p─Ökni─Ö─ç i uderzenia ziemi zamkn─Ö┼éy si─Ö na nas. Rozpocz─Ö┼éo si─Ö ┼Ťledzenie nied┼║wiedzia.

Nasza nast─Öpna wskazówka by┼éa czym┼Ť, co tylko Dan by zauwa┼╝y┼é.

"Czy widzisz tu te ┼╝ó┼éte rzeczy?" By┼é na palcach wskazuj─ůcych na woskow─ů budow─Ö z boku pnia drzewa. "To jest sok. I widzisz, co si─Ö z tym wi─ů┼╝e?

Moje oczy skupi┼éy si─Ö na ostro┼Ťci, a cienka warstwa w┼éosów wyskoczy┼éa z drzewa. Sok jest jak kocimi─Ötka dla nied┼║wiedzi, a gdy zacz─ů┼éem si─Ö nad tym rozgl─ůda─ç, prawie ka┼╝dy pie┼ä mia┼é b┼éon─Ö w┼éosów, jakby drzewa przechodzi┼éy przez ostatnie etapy ewolucji, zanim sta┼éy si─Ö stworzeniami samego lasu.

Po po┼éudniu pojechali┼Ťmy poza stokiem, po raz pierwszy wydostaj─ůc si─Ö z lasu i wynurzaj─ůc si─Ö na wyboistej ┼é─ůce siana - idealny punkt widokowy do zeskanowania okolic. Tu siedzieli┼Ťmy, skuleni zupe┼énie nieruchomo, podczas gdy Dan ujawnia┼é swoje najbli┼╝sze spotkania z nied┼║wiedziami, u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö ch┼éopi─Öco, gdy wspomina┼é czas, kiedy ukrywa┼é si─Ö tu godzinami, jak chciwy samiec po┼╝era wiele drzew, tylko po to, by skrada─ç si─Ö i skosztowa─ç soku dla siebie po nim. opu┼Ťci┼é.

Kiedy s┼éo┼äce skry┼éo si─Ö za o┼Ťnie┼╝onymi szczytami, a muchy zacz─Ö┼éy szarpa─ç, opu┼Ťcili┼Ťmy ┼é─ůk─Ö, aby rozpocz─ů─ç nasze zej┼Ťcie. Wtedy Dan nagle si─Ö zatrzyma┼é. Ruch w drzewach. Ale tym razem by┼éo znacznie bli┼╝ej. Bardziej destrukcyjny. Ci─Ö┼╝sze ni┼╝ wcze┼Ťniej. W odleg┼éo┼Ťci kilku metrów plama br─ůzu rozbi┼éa si─Ö na polanie i szybko znikn─Ö┼éa. Nied┼║wied┼║. By┼éem zdesperowany, aby rzuci─ç okiem na co┼Ť innego, ale Dan nalega┼é, aby┼Ťmy poszli dalej, poniewa┼╝ matki staj─ů si─Ö defensywne, gdy b┼é─ůkaj─ůce si─Ö m┼éode zbytnio zbli┼╝aj─ů si─Ö do ludzi. O┼╝ywione ┼Ťwierszcze namawia┼éy nas, gdy oddalali┼Ťmy si─Ö w bezpieczne miejsce.

Po naszym spotkaniu odurzy┼éem si─Ö adrenalin─ů i kiedy wycofali┼Ťmy si─Ö z powrotem do Z─ârne┼čti, zda┼éem sobie spraw─Ö, ┼╝e ju┼╝ nie boj─Ö si─Ö nied┼║wiedzi, które w─Ödruj─ů po tych górach. Bo cz┼éowiek, który si─Ö przede mn─ů k┼éóci┼é, cicho gwi┼╝d┼╝─ůc na ptaki, nie jest go┼Ťciem, lecz raczej mieszka┼äcem Karpat. Teraz zrozumia┼éem, ┼╝e jego butelka z gazowanym pieprzem by┼éa czystym gestem - nigdy nie musia┼é jej u┼╝ywa─ç i najprawdopodobniej nigdy tego nie zrobi. Dan szanuje naturalny porz─ůdek tych lasów instynktownie i by─ç mo┼╝e to jego mi─Öso┼╝erne z─Öby i ow┼éosiona sylwetka oszukuj─ů ich, ┼╝e jest dawno zmar┼éym kuzynem, ale wydaje si─Ö, ┼╝e nied┼║wiedzie zaakceptowa┼éy go jako dzikiego zwierz─Öcia dzikiego .

Je┼Ťli chcesz pozna─ç wi─Öcej Rumunii, kup Rough Guide to Romania. Zarezerwuj hostele na podró┼╝ i nie zapomnij kupi─ç ubezpieczenia podró┼╝nego.

Zostaw Komentarz