Drugi szlak Inków, Peru

Uciekając setkom wspinaczy w drodze do Machu Picchu, Alex Robinson odkrywa "inny szlak Inków" w Peru - równie imponującą, ale prawie pustą wspinaczkę.

Obudziłem się w nocy. Psy szczekały w obozie. Usłyszałem stukot puszek, trzask talerzy, a potem przestraszone okrzyki jednego z przewodników.

"Es un oso!" Czy to słyszałem? Niedźwiedź? Serce mi waliło. Pomyślałem o milimetrach płótna między mną a lasem i tabliczką czekolady pod poduszką, słodką słodkością wsączającą się w omszały zapach nocy. Rozległo się stłumione, głębokie gardłowe warknięcie. Potem bardziej gorączkowe szczeknięcia i ludzkie wrzaski i coś ciężkiego zaczęło szybko mijać mój namiot. Usłyszałem łzawienie gałęzi. Psy uspokoiły się. Cisza.

Zdjęcie: Alex Robinson

Czy to poszło? Leżałem bezsennie, z szeroko otwartymi oczami. A może czekał? Pięć minut. Dziesięć minut ciszy. Nic. Strach zamienił się w zdumienie. Wiedziałem, że nasz obóz jest odległy, ale niedźwiedź okularowy, pochodzący z Andów, był tak rzadki, że był niemal mityczny - tak trudny do znalezienia jak śnieżny lampart. W jakiś sposób znalazł nasz obóz turystyczny - na szlaku Inków, prowadzącym do zrujnowanego miasta wysoko w tropikalnych Andach.

Nasz szlak nie udał się do Machu Picchu. Jedyną dziką przyrodą, jaką zobaczysz w drodze do tego miasta Inków, są wysoko strzeliste drapieżniki i od czasu do czasu viscacha (gryzoń) przy drodze - wyglądający jak ukamienowany królik i piszczący niepokojąco, zanim rzucają się w krzaki. Jest zbyt wielu turystów w drodze do Machu Picchu. Ale jechaliśmy do miasta Choquequirao Inków, a podczas sześciu nocy, kiedy byliśmy na szlaku, widzieliśmy tylko dwóch innych spacerowiczów, dyszących, gdy zbiegli z wirującej mgły z jednej z licznych wysokich przełęczy.

Zdjęcie: Alex Robinson

Sceneria była wspaniała, szlak biegnący wzdłuż rzeki poprowadził nas przez szereg niewielkich terenów Inków i wysoko na wzgórza. Wspięliśmy się po kamiennych schodach, które zrosły się w góry i zstąpiły w gęsty, chmurzący las ociekający porostami i mchami i tak cichy, że słychać było szum mruczących skrzydeł ptaków. Graliśmy w piłkę nożną w maleńkiej wiosce Quechua na płaskim boisku, ze stromego andyjskiego ostroga. Byliśmy tu nowością, a nie "gringo". I zsunęliśmy się i wspięliśmy przez głębokie doliny obserwowane przez wyniosłe szczyty, które ukrywały się za delikatnymi chmurami, zanim ujawniły się w płonącym świetle słonecznym.

I chociaż mogłem nie być świadkiem czegoś więcej niż tylko połamane talerze i zrujnowane pojemniki na jedzenie, które pozostały w jego śladach, doświadczyłem teraz niedźwiedzia w okularach. To było ostatniego ranka, zanim dotarliśmy do Choquequirao i podczas śniadania wszyscy biliśmy się z podniecenia na temat niedźwiedzia i oczekiwania na nasze przybycie. Internet jest zalany obrazami Machu Picchu, ale wyszukiwarka Google w Choquequirao przynosi znacznie mniej zdjęć. Ale te, które znalazłem, były sennie spektakularne, kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy, a teraz miasto było tuż nad kolejnym grani.

Zdjęcie: Alex Robinson

Cały ranek zajęło nam wspięcie się na nią i wczesne popołudnie, by zjechać ścieżką po drugiej stronie. Choquequirao nie ujawniłoby się. Gęsty bajkowy las sękatych, pokrytych porostami drzew blokował każdy widok. Obrośnięta głazami ścieżka skręcała i obracała się na kilometry. W końcu, na prawo, złapałem kuszące spojrzenie budynków, zaokrągliłem kolejny róg i las otworzył się na widok kamiennych domów i szerokich tarasów. Ruszyliśmy dalej i przeszliśmy obok wyraźnie niewidocznej ściany Inków - piły organicznej linii utworzonej przez szczeliny wielkich skał.

Przewodnik nie pozwolił nam wejść do miasta. Zamiast tego wyprowadził nas na drugą, stromą ścieżkę do wysokiego punktu widzenia. A potem zobaczyliśmy Choquequirao w jej slendour. U naszych stóp znajdował się trawiasty zielony plac wycięty z twarzy ogromnej górskiej zębatki zatopionej w lesie. Z prawej strony szereg tarasowych pól spadł do stromej doliny pokrytej głębokim błękitem Apurimac - dopływu dopływu Amazonki. Było tak daleko poniżej, że moje oczy były zawroty głowy z zawrotami głowy. Słyszałem jednak, jak echo odbija się echem w górskich murach. Za Choquequirao znajdowało się odległe, ząbkowane zbocze pokrytych śniegiem gór. Natychmiast odsłonili swoje twarze przez dryfującą chmurę, która oczyściła się i zatrzymała, a potem zakręciła, ponownie zasłaniając góry.

Zdjęcie: Alex Robinson

Staliśmy w milczeniu przez ponad godzinę, oczarowani, gdy obserwowaliśmy przesunięcie światła i zmianę, gdy słońce zatonęło w dolinie za naszymi plecami, miotając kamień miejski ciepły na żółto. Niebo zamieniło się w cudowny różowy i purpurowy, a na koniec błękitny jak turkusowy, gdy słońce zachodziło, rzucając umierające promienie na odległe śnieżne pola.

Przez dwa dni eksplorowaliśmy Choquequirao, gubiąc się w jego cichych ruinach, w medytacyjnych widokach i ścieżkach przecinających okoliczne wzgórza, i przez te dwa dni mieliśmy to miasto dla siebie, zanim zostawiliśmy je za sobą i wznieśliśmy zakurzoną ścieżkę w górę przez dolinę do miasta autobus i wreszcie Cusco.

Doszliśmy do tego miasta i jego tłumów podróżnych - w większości w drodze do Machu Picchu - minęło dziesięć dni. Niewielu słyszało nawet o Choquequirao. Ale wkrótce. Peru planuje budowę szybkiego połączenia drogowego z Cusco i kolejki linowej przez dolinę Apurimac. Przyjdź, zanim to zrobią i podejdź szlakiem. Drugi szlak Inków.

Podróż do Ameryki Łacińskiej oferuje wycieczki do Cusco, w tym wędrówki do Choquequirao. Odkryj więcej Peru z Rough Guide to Peru.Zarezerwuj hostele na swoją podróż i nie zapomnij kupić ubezpieczenia podróżnego przed wyjazdem.

Zostaw Komentarz